piątek, 31 maja 2013

Girls night

Cześć!
O tym, że środowej nocy mam szansę zorganizować babski wieczór, dowiedziałam się niedługo przed tą datą, także całość została zorganizowana na szybkiego. Dziewczyny zostały zaproszone dzień przed imprezą, tym bardziej cieszę się z sześcioosobowej frekwencji. Z niektórymi z nich nie rozmawiałam od skończenia gimnazjum, bo właśnie w takim towarzystwie- koleżanek ze starej klasy, spędziłam noc poprzedzającą Boże Ciało. Było co nadrabiać, przy rozmowach, karaoke i wspólnym jedzeniu. Jak już wspomniałam, przygotowania przebiegały ekspresowo, a i pomysł prowadzenia bloga jeszcze nie dojrzał wtedy w mojej głowie, więc zdjęcia pozostawiają jeszcze wiele do życzenia.

Zaczęłam już we wtorek. W drodze powrotnej ze szkoły kupiłam świeże truskawki, które pokrojone na połówki posłużyły mi do deseru.


 

Galaretka owocowa

6 porcji:
12 truskawek
 1galaretka brzoskwiniowa
 1galaretka truskawkowa

Truskawki oczyściłam z ogonków, umyłam i pokroiłam na połówki. Do każdej salaterki wrzuciłam po cztery cząstki.
Zagotowałam w garnku pół litra wody, po wyłączeniu gazu wsypałam zawartość torebki galaretki brzoskwiniowej i mieszałam aż do rozpuszczenia proszku. Po kilku minutach, gdy galaretka nieco ostygła, rozlałam po równo do salaterek.
Pozostawiłam do wystygnięcia, a na noc wstawiłam do lodówki, by stężała.

Oczywiście galaretka nie potrzebuje całej nocy, by stężeć, jednak mnie tak właśnie przygotowania rozłożyły się w czasie. Nie potrzebowałam jej prędzej, niż na kolejny wieczór.

W środę przed lekcjami postąpiłam tak samo z galaretką truskawkową, rozlewając ją na górną warstwę deseru. Jeszcze przed wyjściem ponownie umieściłam salaterki w lodówce.

Opcjonalnie galaretkę można ozdobić czapeczką z bitej śmietany, a na to nasypać ulubione bakalie, owoce lub posypkę, na przykład czekoladową. Ja chciałam zrobić wersję lżejszą.
W środę znów zahaczyłam o minitarg i sklep spożywczy w drodze w domu. Kupiłam świeże warzywa z regionalnych upraw i fix knorra.
 Na kilka godzin przed przyjściem gości, zaczęłam dwie sałatki, a później zapiekankę makaronową.

Sałatka z kurczakiem i ananasem

 3 woreczki białego ryżu długoziarnistego
1 puszka ananasa
1 puszka słodkiej kukurydzy
400g filetu z piersi kurczaka
szczypiorek
jogurt naturalny
pieprz

Pierś z kurczaka oczyściłam, pokroiłam w kawałki wielkości około 3cm i gotowałam w wodzie przez jakieś 20 minut.
W tym samym czasie ugotowałam też ryż, według wskazówek na opakowaniu.
Ananasa wyjęłam z puszki, nie wylewając soku, i pokroiłam go w kostkę.
Niewielką ilość szczypiorku drobno posiekałam.
Kawałki kurczaka, ryż, ananas, kukurydzę i szczypiorek umieściłam w jednej misce.
Do sosu sałatkowego użyłam odtłuszczonego jogurtu naturalnego, zamiast majonezu, by uzyskać wersję niskokaloryczną, mieszając go z sokiem pozostałym w puszce po ananasie.
Wszystkie składniki wymieszałam, dodając tyle sosu, by otrzymać pożądaną konsystencję. Sałatkę doprawiłam kilkoma szczyptami pieprzu.


Lekka sałatka z kurczakiem

600g filetu z piersi kurczaka
winiary, pomysł na soczystą pierś w ziołach prowansalskich; papirus
4 pomidory
ogórek długi
4 rzodkiewki
sałata lodowa
winiary sos sałatkowy winegret
3 łyżki oleju rzepakowego
3 łyżki wody

Zaczęłam od umycia i oczyszczenia z tłustych elementów filetu z piersi kurczaka. Porcję podzieliłam na trzy kotlety, a każdy z nich umieściłam w papirusie z przyprawami. Smażyłam je na patelni bez dodatku tłuszczu przez około 15 minut.
W tym czasie umyłam warzywa, miskę wyłożyłam liśćmi sałaty lodowej. Pomidory pokroiłam czterema cięciami od góry do dołu, uzyskując optymalnej ilości trójkąciki. Ogórek został obrany i pokrojony w okrągłe talarki, tak samo rzodkiew. Warzywa  wsypałam do miski. 
Usmażoną, pachnącą pierś z kurczaka pokroiłam w poprzek, każdą na około dziesięć kawałków i ułożyłam na wierzchu.
W miseczce przygotowałam sos winegret, mieszając zawartość torebki z 3 łyżkami oleju oraz 3 łyżkami wody. Polałam nim sałatkę bezpośrednio przed podaniem.


Gwiazdą wieczoru była zapiekanka mięsno-makaronowa, którą podaje się na ciepło. Niezbyt odpowiedni do konsumpcji po 23:00 posiłek, ale okazał się wart tego grzechu. Jego przygotowanie zaczęłam już późnym wieczorem, po godzinie dwudziestej, by zaserwować danie prosto z piekarnika. Mój błąd, że nie upewniłam się, czy wśród gości będą wegetarianie, dlatego przygotowałam wersję mięsną oraz rybną. Jak się okazało- niepotrzebnie. Obie jednak były smaczne, chociaż zdjęcie tego dania jest wyjątkowo naciągane, wycięte z fotki upamiętniającej wieczór.

Zapiekanka mięsno-makaronowa

400 g makaronu lubella rurki
500 g mielonego mięsa wołowego
100 g filetu z mintaja
knorr fix spaghetti bolognese
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 pomidory
150 ml mleka odtłuszczonego
2 jajka
200 g sera
2 łyżki oleju rzepakowego
pieprz, oregano, zioła do smaku

Na osobnych patelniach podsmażyłam mięso mielone oraz filet z mintaja - mięso na niewielkiej ilości oleju, rybę bez dodatku tłuszczu. 
Równocześnie ugotowałam al dente makaron.
Zawartość fixu oraz dwie łyżki koncentratu pomidorowego wymieszałam w dzbanuszku z 300ml przegotowanej wody. Tym sosem podlałam mięso i rybę.
Pomidory pokroiłam w plasterki, dodałam na obie patelnie w odpowiednich proporcjach. Całość doprawiłam pieprzem i ziołami, dusiłam jeszcze przez ponad 20 minut na wolnych ogniu.
W tym czasie do makaronu dodałam 150ml, czyli ponad połowę szklanki mleka, wbiłam dwa całe jajka i wymieszałam.
Ser starłam na tarce o dużych oczkach. Połowę sera wsypałam do makaronu.
Po jednej stronie przygotowanego wcześniej podłużnego naczynia żaroodpornego ułożyłam na dnie podsmażoną z sosem rybę. Na nią oraz na pozostałą część dna wyłożyłam makaron wymieszany z mlekiem, jajkami i serem. Po stronie, gdzie nie było ryby, na makaronie umieściłam zawartość drugiej- mięsnej patelni. Zamiana poziomów pozwoliła mi odróżnić wersję wegetariańską od mięsnej po upieczeniu. Całość posypałam pozostałością startego żółtego sera.
Piekarnik nagrzałam do temperatury 170*C, przykryte żaroodporne naczynie włożyłam do niego na 50-60 minut przed przyjściem dziewczyn.


W oczekiwaniu na Magdę, Kamilę, Anię, Asię i Olę, rozłożyłam na stole talerzyki i miseczki z przekąskami: krakersami, cukierkami, zbożowymi ciasteczkami, a także zrobiłam owocowe koreczki. Pokroiłam w cząstki dwa jabłka oraz pięć bananów. Na każdy patyczek do szaszłyków nadziałam kawałek jabłka w towarzystwie dwóch kawałków banana i wbiłam je z jednej strony w połówkę jabłka, tak że utworzyły eleganckiego żółto-czerwonego jeża. Nadawały się do podjadania w nocy, podczas śpiewania na karaoke, a także towarzyszyły kanapeczkom na orkiszowym chlebie z szynką z kurczaka, sałatą, pomidorem i ogórkiem na śniadanie.

Na ten wieczór nie wybrałam pracochłonnego menu, za to wyjątkowo proste w wykonaniu, dobrze prezentujące się na stole i w ustach! :) Obie sałatki, głównie za sprawą obecności świetnie przyswajalnego, delikatnego mięsa z kurczaka, stały się źródłem białka, a dzięki pozostałym składnikom- witamin. Zapiekanka to prawdziwy kop energetyczny, który przydał mi się w procesie nabierania wagi (trzeba odbić się od moich 44 kilogramów przy wzroście ponad 170cm)! Makaron dostarczył kluczowych dla naszej diety węglowodanów złożonych, mięso wołowe białka i w towarzystwie żółtego sera - tłuszczy nasyconych. Poziom glukozy we krwi uzupełniła słodka galaretka i owocowe koreczki.

2 komentarze:

  1. Aż zazdroszczę takiej uczty :)
    Zapraszam do mnie
    http://cinnamonka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń